33 dniowe rekolekcje – dzień 3

ODPOCZYNEK – KOGO WYBIERA BÓG?

Świat, w którym żyjemy, proponuje nam różne formy odpoczynku, relaksu, zorganizowania sobie jakieś odskoczni, czasu dla siebie. Ale Bóg też mówi o odpoczynku. Kiedy stworzył człowieka, chciał odpocząć razem z nim, czytamy o tym w Księdze Rodzaju. Ta księga mówi również o Noem. Imię Noe po hebrajsku oznacza odpoczynek. Można powiedzieć, że Noe był takim człowiekiem, przy którym Bóg chciał odpocząć, przy którym mógł być Sobą, że w tej relacji mógł być swobodny, mógł przyjść i powiedzieć to, co leży Mu na sercu, i wiedział, że Noe potraktuje to poważnie. I tak zrobił, mówiąc Noemu: „Zbuduj arkę” (Rdz 6,14). Nic nie wskazywało na deszcz. Nic nie zapowiadało potopu. Ale Noe odpowiedział: Dobrze, zbuduje arkę. I wszyscy patrzyli na niego, mogli pukać się w czoła, mogli pytać, dlaczego się tak zachowuje, dlaczego to robi. Ale on po prostu poważnie potraktował to, do czego zaprosił go Bóg.

Odsłuchaj też na YouTube

Kiedy znajduje się taki człowiek, przy którym Bóg może odpocząć, to On zaczyna robić rzeczy, których nie robił nigdy wcześniej. Nigdy wcześniej nie przyszedł do żadnego człowieka z taką propozycją, jaką złożył Noemu, bo wiedział, że tylko przez Noego może się to dokonać. Bo tylko Noe pozwalał Bogu być Bogiem, tylko on był człowiekiem, przy którym Bóg mógł odpocząć i tylko on był w stanie zgodzić się na to, żeby zrobić coś, co przekraczało jego sposób myślenia, jego wyobrażenia i plany. Podobnie było z Maryją. Maryja była właśnie takim człowiekiem jak Noe, do Niej przyszedł Bóg i poprosił Ją o coś, co nie działo się jeszcze nigdy w historii wszechświata. I Maryja powiedziała fiat, tak, „niech mi się stanie według twego słowa” (Łk 1,38). Maryja się na to zgodziła. I tak jak Noe zbudował arkę i na tą arkę zostali zabrani wszyscy, którzy byli blisko Noego, tak Maryja stała się dla nas arką i ci, którzy są blisko Niej, także zostaną uratowani. Być w Maryi to znaczy być w arce.

W Księdze Kapłańskiej czytamy wezwanie Boga: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (Kpł 19,1). W Starym Testamencie być świętym oznaczało być oddzielonym, oddzielonym od tego świata. Noe musiał zgodzić się na to, że jego sposób myślenia i postępowania będzie inny niż ludzi, którzy żyją dookoła niego. Ale tutaj chodziło o działanie. A kiedy Bóg przychodzi do Maryi, to objawia Jej pełny sens świętości. Mówi: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty”. Nie mówi „zachowujcie się jak święci, bo Ja zachowuje się jak Święty”, „bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty”. To znaczy, że nie zaprasza nas do zmiany na poziomie zachowania, ale do zmiany na poziomie bycia. Nie do zmiany tego, co robię, ale do zmiany tego, kim jestem. Ja sam mam wpływ na to, co robię, to jest moje dzieło, ja sam podejmuję decyzje, ale nie mogę zmienić tego, kim jestem. To już jest inna logika, tu wchodzi się na inny poziom, to dzieło Boże, którego Bóg dokonuje w moim sercu. Wejście na taki poziom świętości oznacza nie tylko i wyłącznie moje starania, ale pozwolenie Bogu, żeby On zrobił ze mną to, co uważa za słuszne.

Można powiedzieć, że odkąd Jezus wcielił się w Maryję, wyraziściej wybrzmiewa wyzwanie „bądźcie świętymi”, bo oznacza „bądźcie Mną”. Przecież kiedy Jezus przyszedł z Maryi, to miał Jej ciało, miał Jej DNA, miał Jej kolor oczu, przyszedł przez Nią, był z Niej. I to w Maryi dokonało się przejście z „bądźcie jak Ja” do „bądźcie Mną”. Chodzi o to, że nie mamy się tylko poprawić, nie mamy być lepszymi ludźmi, ale mamy narodzić się na nowo, z Maryi. I to jest dzieło Boga, które jest we mnie. I w każdym z nas od momentu grzechu pierworodnego jest podział, pęknięcie. Jest we mnie mój egoizm, jest mój stary człowiek, stary Marcin Modrzyński. I jest nowy człowiek, jest Chrystus. I Marcin Modrzyński to jest mój egoizm, to jest to, co ja chce, co ja sobie wyobrażam, to jest to, czego ja oczekuję, co ja kontroluję, co ja rozumiem, i jest Chrystus we mnie. I trzeba, żeby Marcin się umniejszał, a Chrystus wzrastał. Trzeba żebym tego Marcina i, czego on chce, ze swoją pożądliwością, ze swoimi nieczystymi pragnieniami, nie karmił, ale trzeba formować we mnie Chrystusa. I to może uczynić właśnie Maryja.

Maryja, mówi Święty Ludwik, jest formą Boga. Święty Ludwik mówił o świętości, mówił, że jest to jak tworzenie rzeźby, że jeżeli chcemy wykonać rzeźbę, to potrzebujemy dobrego materiału, dobrych narzędzi i dobrych umiejętności. I tylko wtedy, po wielu staraniach, po wielu latach ćwiczeń, możemy wyrzeźbić piękne dzieło. Natomiast to bardzo dużo kosztuje, opiera się na moim wysiłku i nie zawsze się uda. O Maryi mówi, że Ona jest jakby formą Boga, a my mamy być masą, która się wleje w tę formę i Ona w nas ukształtuje Chrystusa. Z zewnątrz będę ja, ale we mnie Bóg będzie przychodził do tego świata, tak jak przychodzi w Maryi. Kiedy Matka Boża objawia się Lourdes, przedstawia się: „Jestem Niepokalane Poczęcie”. Przedstawia się imieniem Trójcy Świętej. Bo Jestem to jest imię Boga ze Starego Testamentu, Niepokalany w Apokalipsie jest Baranek, a Poczęcie dokonało się mocą Ducha Świętego. Więc widać Matkę Bożą, ale w Niej przychodzi cała Trójca, Ona przedstawia się imieniem Trójcy Świętej. I to jest rzeczywistość Hostii Świętej, która z zewnątrz jest zwykłym chlebem, zwykłym opłatkiem, ale duchowo jest ciałem Chrystusa. Chodzi o wejście w tę rzeczywistość, dostrzeżenie działania Boga w sobie. Kiedy Maryja dostrzegła działanie Boga w sobie, Święty Józef tego nie rozumiał. Matka Boża też tego nie tłumaczyła, ale to było działanie Boga w Jej sercu, które zapraszało Józefa, żeby to uszanować, żeby słuchać, żeby czekać na objawienie, żeby poczekać aż Bóg go w to wprowadzi. I my znamy to z historii biblijnej. Bóg sam interweniował, sam wprowadził Józefa w rozumienie tego, czego dokonywał w sercu Maryi.

I to jest rozumienie, które Bóg chce też w nas wprowadzić. Chce każdemu z nas objawić swoje dzieło w Maryi i chce, żebyśmy to my byli w Niej. Maryja jako oblubienica Ducha Świętego kształtuje nas na podobieństwo Chrystusa, to dzięki Niej Chrystus może przez nas przyjść na ten świat. Tak jak Bóg wybrał Maryję i w Niej przyszedł na ten świat, objawiając Jej siebie, tak nas zabiera w serce Maryi. Ona jest kanałem łaski, aby nas upodobnić do Chrystusa. I to się stanie wtedy, kiedy pozwolimy Bogu, żeby czynił to, co On sam chce. Często może to być coś, co przekracza nasze myślenie, co przekracza nasze oczekiwania i wyobrażenia. Może rodzić niezrozumienie w oczach innych ludzi i prowadzić do walki z tymi, którzy żyją według ducha tego świata, dookoła nas, którzy nie rozumieją nas i naszych wyborów. Bo jeśli zaufasz Bogu, to musisz zgodzić się na to, że ktoś tego nie będzie rozumiał. To może być walka we mnie, z moim własnym egoizmem, z poczuciem, że sobie z tym nie radzę, że tego nie kontroluje, nie rozumiem. Albo walka o to, że ja sam chcę to zrobić, moimi własnymi siłami. A tu chodzi o coś większego.

Jezus mówił siostrze Faustynie, że nie ma starać się być świętą na swój obraz, według swoich wyobrażeń, ale zachęcał Ją, żeby każdego dnia przyjmowała jako dobro wszystko to, co On daje ze swojej ręki. Chciałbym cię zaprosić, żebyś dzisiaj był jak Święty Józef, który musiał zmierzyć się z działaniem Boga w Maryi. Jeśli jest w twoim życiu coś, czego nie rozumiesz, chcę cię zachęcić do ufności. Czekaj i proś Boga, by On sam ci to wyjaśnił, by On sam przemówił do twojego serca, by sam dał ci poznać, co dobrego On chce przez tę sytuację zrobić w tobie, aby cię jeszcze bardziej upodobnić do Chrystusa. Bo tak naprawdę największe błogosławieństwa doświadczamy nie wtedy, kiedy wszystko idzie po nasze myśli, ale kiedy bardziej stajemy się podobni do Chrystusa. A Słowo Boże mówi, że „Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8,28). Więc chcę cię zaprosić, żebyś spojrzał z takiej perspektywy, że Bóg chce współdziałać z tobą, żeby upodobnić cię bardziej do Chrystusa. To jest największe błogosławieństwo i największy komplement, który możesz otrzymać od Boga, kiedy przed Nim staniesz: jesteś podobny do Chrystusa, nawet w swoich ranach.

Źródło: www.jednoserce.org