33 dniowe rekolekcje – dzień 25

DZIECIĘCTWO BOŻE

W Ewangelii Świętego Jana czytamy, że Słowo Boże „wszystkim tym, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1,12). W Ewangelii Jezus czyni z dzieci bardzo uprzywilejowaną grupę. Mówi: „Pozwólcie dzieciom przyjść do Mnie” (Mk 10,14). A w innym miejscu: „Jeśli się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3). Dziecko jest cały czas wpatrzone w rodzica. Dziecko jest cały czas skoncentrowane na nim, nie boi się być bezradne. Kiedy widzi dużą kałużę, której nie przeskoczy, prosi: mamo, przenieś mnie. O taką perspektywę chodzi. Kiedy widzę kałużę, a jest przy mnie mama, to ja nie zamartwiam się kałużą, tylko kieruje wzrok na mamę.

Odsłuchaj na YouTube

W nas wszystkich toczy się walka o to, żeby osądzać okoliczności, w których się znajdujemy, to znaczy szukać winnych. Winne są okoliczności, winne są warunki, znajdujemy powody do narzekania, bo to ktoś inny zawalił, oczywiście nie ja. Natomiast kiedy popatrzymy na życie Jezusa, widzimy, że On nie narzekał na to, że faryzeusze ciągle Go nagabywali. Przyjął tę rzeczywistość taką, jaką była, bo był całkowicie wpatrzony w Ojca. Wiele razy wyrzucał uczniom brak wiary, ale przy tym wszystkim był wpatrzony w Ojca. Nawet kiedy widział, jak Jerozolima Go odrzuci, kiedy płakał nad tym miastem, to w tym płaczu był cały czas zapatrzony w Ojca. Jezus nie zajmował się osądzaniem okoliczności, w których był, ale był wpatrzony w Ojca.

Takie spojrzenie miała Maryja. Kiedy rodziła Jezusa w Betlejem, to nie zajmowała się osądzaniem warunków, ale była wpatrzona w Jezusa. Jezus był dla Niej wszystkim. Ta pokusa do osądzania okoliczności może brać się z tego, że my chcemy coś zrobić. Jeżeli okoliczności nam na to nie pozwalają, to zrzucamy winę na nie. Natomiast dynamika, w którą wprowadza Maryja, nie polega na tym, żeby coś robić, ale żeby najpierw przyjąć to, co się dzieje w moim życiu, jako zaproszenie do udziału w czymś większym. Pozwolić się obdarować dobrem i przyjąć w tym zaproszenie do czegoś większego. Bóg chce mnie posłać dalej, Bóg chce mnie wprowadzić głębiej. Być może na zupełnie inny poziom.

Trzeba zrozumieć, że w nas toczy się walka o to, na co patrzymy. Zagrażają nam dwie pokusy. Pierwsza, żeby osądzać okoliczności i szukać winy w innych, bo wtedy zamykam się na zaufanie wobec Boga. Druga, żeby powiedzieć: co, ja nie dam rady? Zawsze dam radę! Muszę dać radę. W postawie dziecka nie osądzam okoliczności, ale widzę też moją bezradność. Tylko że ta bezradność nie niszczy mnie, nie zabija, dlatego że w tej bezradności nie jestem sam, jest ze mną Maryja. Bezradność jest druzgocąca wtedy, kiedy jestem sam. A kiedy jestem z Maryją, kiedy jestem z Jezusem, bezradność jest niesamowicie owocująca. To Oni mnie przez nią przeprowadzają. Oni dopełniają to, czego ja nie mogę zrobić. Ja to Im zawierzam.

Nie bój się być dzisiaj bezradny. Niech to się stanie dla ciebie okazją, żeby jeszcze bardziej przytulić się do Maryi. Żeby jeszcze bardziej uciec się do Niej, jeszcze bardziej Jej powierzyć tę sprawę. Nie zostawaj sam w swojej bezradności. Bądź z Maryją.

Źródło: www.jednoserce.org